saska blog

Twój nowy blog

powroty

1 komentarz

Więc wracam. Wracam i mam przy tym nie na żarty tremę. Szczerze mówiąc do Polski jako takiej nie chce mi się wracać tak bardzo jak do ludzi, do miejsc i do domu. Za nimi i za nim tak bardzo tęsknię.
Na Saskiej Kępie nie byłem ponad rok. Jej również bardzo nie mogę się doczekać.
Wkrótce…:)

***

Brak komentarzy

Choc z bardzo daleka lecz serdecznie wszystkim mieszkancom i przyjaciolom Saskiej Kępy, oraz gościom tego bloga serdeczne zyczenia milych i pelnych życzliwosci Swiąt Bożego Narodzenia.

Potrzeba zieleni

2 komentarzy

Jako jeden z 12 milionow, nie nie slyszac od dwoch miesiecy ciszy dopiero teraz uswiadamiam sobie, jak silna u czlowieka jest potrzeba zieleni.

paradoksy

1 komentarz

„WCIĄŻ JEDNAK ZOSTAŁO JESZCZE COŚ, CO WŁÓCZY SIĘ JESZCZE DO DZIŚ PO STARYCH OGRÓDKACH: ODROBINA DEKADENCKIEGO WDZIĘKU, ZAPACH MOCNEJ KAWY I POZBAWIONA OSTENTACJI SYMPATIA DLA STARYCH ZASAD”
(Agnieszka Osiecka – „Achitektura mgły”)

I właśnie dlatego tu wrócę. Za mrugnięcie okiem. Nie może być inaczej.

„Co do mnie, to po prostu strasznie ubóstwiam puszczać kaczki. Najbardziej lubię z samego rana przyjść do Parku Skaryszewskiego, stanąć nad stawem koło baru „Lili”, dobrze się zagapić i ryms – jedną po drugiej. Oczywiście najlepsze są te płaskie, nie za duże kamienie. Zawsze mam parę takich w kieszeni, żeby w razie czego były pod ręką.
Tego dnia również odczuwałem potrzebę puszczania kaczek, ale niestety udałem się do szkoły…”

Agnieszka Osiecka – „Wzór na diabelski ogon”

pełnia lata

Wydaje się, że konsekwencją truskawek jest co najmniej kilkanaście wygłaskanych saskokępskich kotów, niezliczona ilość przemierzonych uliczek, całe połacia bzów, niezapominajek, peonii, akacji, oraz czegoś żółtego podobnego do akacji, czego nazwy, mimo powtórzeń, nie pamiętam. Oraz spacer, podczas którego, nie wiem jak, opatrzyliśmy się na Gocławiu:)
Co najmniej tyle jest konsekwencji:)

Kępa i park o zapachu truskawek i czekolady. Ciekawe…

Kolacja u przyjaciół to miła rzecz,
to jakbyś w słońce szedł -głębiej i głębiej-
a tym bardziej w Warszawie, gdy za oknem pryska deszcz
po wesołej, po zielonej Saskiej Kępie.

Mruczy kot. Dzieci w łóżeczkach śpią.
A ot Puszkin na półce. Tam georginie.
Lichtarz z mosiądzu lśni. Waltornie Mozarta grzmią.
A deszcz po szybie płynie jak w kinie.

O, bojowniku stary, ty przecież dobrze wiesz,
że tym, co idą razem, wszystko sprzyja.
Więc jak latarnię wznoszę ten wiersz.
Światłęm szerokim. Za przyjaźń.

„To jest tak dzisiaj, jakby powróciła z przed półtora wieku stara tradycja karczm i majówek na Saskiej Kępie” – powiedział mój kumpel, z którym przechadzaliśmy się wczoraj Francuską.
Istotnie, karczmianość, kawiarnainość, bez i kasztany w całej krasie, na Francuskiej tłum. Na Francuskiej, bo kiedy zanurzyć się w którąkolwiek z bocznych uliczek natykamy się na codzienną spokojną, „jak gdyby nigdy nic” Saską Kępę. Jakaś dziewczyna przy Katowickiej kosi trawnik, grupka chłopaków przebiega Obrońców, jakaś starsza kobieta z psem. Powszedniość.

I swojskość. Gwiazdy z pierwszej półki występują, ale i oni, jakby przyjmowali gości w swoim ogródku. Nieustannie się z kimś witają, każdy spotyka znajmoych. Ja sam również. I szkolnych i mniej prywatnych i chrzestną babcię mojej byłej, aktorkę STSu, ze wzruszeniem oglądającą razem ze mną przy stoliku agnieszkowe etiudy, a w nich swojego, nieżyjącego już męża. Magda Umer dostrzegłszy uśmiecha się i macha. Przywitania. Tu Staszek Sojka (kolokwializm, ale jakoś mi dumne: Stanisław Sojka w tym miejscu nie pasuje) i jego recital przy fortepianie. Dwa kroki dalej natykasz się na znajomych, tu kumpel wyszedł choć na chwilę między sprawami popatrzeć.
Przechodnie. Urywki rozmów: „Saska Kępa zielenieje…”, ktoś idzie i podśpiewuje „Grajmy panu”, pewien „typowy” saskokępski pan przechadza się Francuską w wysłużonym kabatku i czapce, z rękami założonymi z tyłu i czyta z uwagą porozwieszane na drzewach teksty Agnieszki Osieckiej. Obok nich białe bluzki, które wieczorem wyglądały niesamowicie.

I wieczorny koncert świetny. Grany specjalnie dla Agnieszki O. i wszystkich Kępian. Konferansjerka Krzysztofa Materny, który wciąż taki sam, jak z długich nocnych przesiadywań bohemy w latach 80. Anna Szałapak, potem laureatki konkursu „Pamiętajmy o Osieckiej” i ostre, dynamiczne brzmienie Maryli Rodowicz. Przy „Wielkiej Wodzie” zerwał się wiatr i nadął białe płótna, tworzące scenę, zupełnie jak żagle. Potem przyszedł deszcz gwłatowny, ale krótki.
Oto święto Agnieszki Osieckiej na Saskiej Kępie.


  • RSS